MIKSTURY

Ocet czterech złodziei – przepędzić, zamącić, chronić swoje

 

Oryginalna receptura na ten magiczny specyfik pojawiła się w książce ‚Amulety, zaklęcia i rytuały Białej Magii. Haitańskie hoodoo.’, autorstwa Ray’a T. Malbrough. Osobiście korzystam z tego typu książek jako inspiracji, ponieważ wg moich wierzeń i przekonań magia pochodzi z naszego umysłu, nie z magicznych przedmiotów, ziół i symboli. Ich używamy, by wywołać magię z naszej podświadomej części umysłu, która uwielbia kolory, symbole, alegorie, a także wszelkie zmysłowe doznania takie jak rytualna muzyka, zapach kadzidła, piękne i miękkie barwy otoczenia wyłaniające się z półcienia i blasku świec na ołtarzu.

Zastosowanie

Ocet czterech złodziei ma wiele zastosowań. Z książki Adriana Devine’a – ‚Księga zaklęć i uroków’ dowiemy się, że ocet czterech złodziei ‚służy do ochrony oraz władania wrogami, kontrolowania ich i wprowadzania w ich szeregi zamętu’. Może chronić nas przed atakami krótko i długaotrwałymi, klątwami oraz chorobami. ‚Wzmacnia osobę maga i osłabia nieprzyjaciół w trakcie konfliktu, a także sprowadza na wrogów spory i kłótnie’.

W/w książka o haitańskim hoodoo mówi o occie: ‚(…)wykorzystuje się przy rzucaniu uroków. (…) Octem można skropić próg domu swojego wroga, by wywołać w nim kłótnie.’

Osobiście nieco cierpnie mi skóra na karku, kiedy myślę o takich działaniach. Nieco wygląda to na szarą, niekoniecznie białą magię, niekoniecznie też czarną – więc trzeba pamiętać o tym, by mieć przy tego typu formułach i późniejszym użytkowaniu ich dobre intencje.

Moje doświadczenia

Ja użyłem octu czterech złodziei by delikatnie wykurzyć głośnego sąsiada, ale zdecydowanie zamykałem cały rytuał słowami: ‚dla dobra jego, moich sąsiadów i mojego’. Zmodyfikowałem również jego skład, dopasowując go do swoich zasobów.

Mój ocet 4 złodziei składał się z:

  • octu winnego
  • soli dla utrzymania czystych intencji, mimo wszystko
  • dużej ilości pieprzu, czosnku granulowanego, imbiru (wszystkiego, co miałem ostre w domu)

Zagotowałem te rzeczy w małym garnku, mieszając. Odcedziłem płyn.

Splotłem naturalny sznurek (pakunkowy) w warkocz i namoczyłem go w occie 4 złodziei, cały czas powtarzając swoją intencję. Dla skupienia i ochrony paliłem również świecę (białą). Ostatecznie zwinąłem namoczony i wysuszony sznurek, przewiązałem go czarną tasiemką (mój kolor osobisty do celów pozbycia się czegoś, kogoś). Podłożyłem go pod okno sąsiada tak, by nie zauważył, w szczelinę.

Rezultat

Tydzień później sąsiad się wyprowadził, a ja węzeł zakopałem w ziemi, by kolejny sąsiad nie uciekł z powodu starego 🙂 Wyprowadzka tamtego była szybka, cicha i bezproblemowa. W dodatku przeprosił nas za hałasy (cóż, imprezował całe dni bez przerwy, a sąsiadka obok pracuje na 2 zmiany czasem i była bardzo niezadowolona – a ja mieszkam w tym miejscu, bo jest ciche, podobnie dwie inne osoby).

Podsumowanie

Myślę, że założenie octu czterech złodziei jest proste. Ma być kwaśny jak ocet, ostry jak pieprz (lub nawet chili!) – ponieważ nie da się ‚przełknąć’ ani octu, ani pieprzu. Sól ma chronić obie strony (szara magia potrafi się obrzydliwie zwrócić przeciwko nam, o czarnej nie wspomnę). Sam zapach octu wywołuje u niektórych obrzydzenie. Dlatego ocet czterech złodziei jest zdecydowanie środkiem odstraszającym, a więc również i chroniącym. Z tym sprowadzaniem sporów na wrogów bym uważał, ale jeśli ktoś potrafi to tak zrobić, by wszystkim wyszło na dobre – powodzenia.

Receptura z ‚Amuletów, zaklęć i rytuałów Białej Magii’:

Do czterech litrów mocnego octu jabłkowego dodaj garść: rozmarynu, piołunu, lawendy, ruty, szałwii i mięty oraz 30g sproszkowanej kamfory. Szczelnie zamknij pojemnik, włóż go do wypełnionego wodą rondelka i zagotuj. Pamiętaj, żeby zawsze potrząsnąć pojemnikiem przed podgrzaniem. Podgrzewaj przez cztery dni, następnie odcedź zioła, przelej miksturę do butelki i schowaj. 

 

Pamiętajcie – magia jest w nas, a rytuały mają za zadanie ją wydobyć i pchnąć w świat. Pamiętajcie również o tym, by intencje były czyste. Im mocniej wierzysz w siebie i im bardziej oczyszczoną intencję puszczasz w świat – tym lepszy efekt uzyskasz.

Namaste.

 

Reklamy

Maść czarownic – fakty, składniki, bezpieczeństwo

Maść czarownic, maść latająca. Cudowny specyfik o makabrycznym składzie pełnym krwi, nikczemności i trucizn. Co prawda, to prawda.  W składzie nie znalazło się  „poświęcenie”, a powinno, ponieważ przygotowanie i używanie tej maści wymaga nie lada poświęceń, a „odwaga” najwyraźniej była niepisanym składnikiem każdego produktu czy też rytuału wiedźmy, dlatego również o niej nie wspomniano. Drogie Panie i drodzy Panowie – to nie kremik na piegi, ani nawet na miłosne igraszki (chociaż różnie to bywało u tych starych, żwawych czarownic). To potężny… narkotyk.

Szczypta historii…

Maść czarownic była stosowana przez nie by przemieszczać się w tylko im znane miejsca na miotłach, a tam spotkać się i współżyć z Szatanem. Tak przynajmniej rzecze nam historia, sama w sobie zapisana przez Kościół, któremu bardzo nie w smak były takie igraszki, szczególnie że nie mogli ich uchwycić, uporządkować, ani pojąć. Człowiek od zarania dziejów tępił to, czego nie znał, a co budziło w nim strach – np. magię, którą ciężko okiełznać i wytłumaczyć używając logiki. Chociaż ci sami ludzie, którzy tępili czarownice powołując się na logikę, sami mieli z nią nieco problemu – przynajmniej tak wynika z moich historycznych obserwacji i psychologicznego wykształcenia.

masc_czarownic

Dzisiaj mamy trochę więcej oleju w głowie (czy na pewno?) i potrafimy posłużyć się techniką tak, by dotrzeć do faktów, które nie zostały jasno przekazane na kartach historii. Tajemnica tak samo nas przeraża, jak i pociąga, więc staramy się ją odkryć. Poznajmy tajemnicę maści czarownic, od praktycznej strony, zdecydowanie mniej romantycznej i poetyckiej.

Specyfik ów wytwarzano przy użyciu silnych, ziołowych środków psychoaktywnych (dawniej swoją „fazę” można było zebrać po drodze na targ lub polowania), mieszano z tłuszczem, rozprowadzano po ciele w miejscach, gdzie skóra była cieńsza. Pod kolanami, pachami, w pachwinach… I tutaj powoli zbliżamy się do klucza tajemnicy. By maść lepiej działała, czarownice chwytały za miotły (!), by na nie wsiąść. Okrakiem. Co wrażliwszych czytelników przepraszam najmocniej, jednak co tęższe umysły zapraszam do dalszego zgłębiania tajemnicy. Otóż trzonek miotły smarowano maścią i wprowadzano go do pochwy, by tam wchłonęła się i dała mocniejsze efekty. Stąd być może wzięło się wsiadanie okrakiem na miotły i stosunek z Szatanem. W końcu jego przyrodzenie było opisywane jako chłodne i twarde jak żaden członek – miotła? Resztę dopełniały psychoaktywne trucizny: pokrzyk wilcza jagoda, bieluń, lulek czarny, czasem mandragora, innym razem jad ropuchy. Pozostałe składniki (krew nietoperza, smalec z noworodka itp.) służyły 1) przerażeniu potencjalnych pytających i odstręczeniu ich od użytkowania maści 2) pogłębieniu wrażenia magii Szatana. Wszyscy praktykujący choćby prostą magię ochronną wiedzą jak ważne są ceremonie. To one tworzą prawdziwą magię.

Garść prawdy… czyli składniki i ich działanie

Skoro już mamy historię, dorzućmy trochę faktów o składnikach maści, poczynając od ich wyliczenia…

  • pokrzyk wilcza jagoda (owoce lub liście)
  • bieluń (wszystkie części, najpopularniejsze były liście)
  • lulek czarny (liście)
  • mandragora (liście, korzeń)
  • krew nietoperza
  • tłuszcz noworodka
  • jad ropuchy

Wyżej już napisałem, że krew nietoperza oraz wszelkie dziwne składniki, które odnajdziecie w przepisach (różnorodnych) na maść czarownic służą efektowi, nie wykazując samodzielnego działania. Dawniej magia, by była skuteczna i groźna musiała odznaczać się paskudnością i osobliwością. Wymagała odwagi i poświęcenia (nie tylko żywych istnień, ale także swojego nosa, skóry, przytomności, dobrego imienia). Tłuszcz był jednak niezbędny, ale niekoniecznie musiał należeć do noworodka, co zaraz pojmiecie. Czarownice rozbierały się do naga, by nasmarować się maścią (zupełnie jak Małgorzata, lecąc w siną dal na miotle, a kończąc naga u Wolanda). Tłuszcz miał chronić je przed wyziębieniem ciała. W istocie bowiem cała tajemnica maści  polega nie na tym, że ciało podrywa się z miotłą do góry, a na tym, że doświadcza się stanu OOBE czyli projekcji astralnej z silnymi uczuciami eksterioryzacji (przebywania poza materialnym ciałem). Praktykując OOBE należy dobrze zadbać o ciało – okryć je kocem, podgrzać pomieszczenie. Kocem dla czarownic był ów tłuszcz zawarty w maści. Może powstać pytanie dlaczego tłuszcz, nie koc? Cóż, to bardzo proste. Pozostałe składniki maści, wymienione powyżej to silne substancje psychoaktywne z rodziny psiankowatych, zawierające atropinę ( i nie tylko…). Działanie tej maści było więc silnie pobudzające – natknąłem się w sieci na anegdotki o tym, jak działa to na dzisiejszych ludzi, np. naukowców, którzy eksperymentowali z maścią.

Niecałe 100 lat temu niemiecki etnograf Will Erich Peuckert postanowił wypróbować na sobie przepis na tzw. maść czarownic, który pochodził jeszcze ze średniowiecza. Zgodnie z przekazami kobiety smarowały nią kij albo twarz i ciało, a potem unosiły się w powietrze. W maści znajdował się wyciąg z lulka czarnego, bielunia dziędzierzawy, tojadu, pokrzyku wilczej jagody i maku lekarskiego. Naukowiec opisał swoje wrażenia w następujący sposób: „Najpierw przed moim obliczem tańczyły straszliwie wykrzywione ludzkie twarze. Potem nagle doznałem uczucia, jakbym bardzo daleko leciał w powietrzu. W końcowej fazie zobaczyłem wreszcie obraz orgiastycznego święta z groteskowymi zmysłowymi ekscesami”

d49e04dd0002321a4fed2cf1

Podstawowy zestaw objawów, z których nie każdy musi wystąpić to:

  •  pobudzenie
  • wielomówność
  • euforia
  • spazmatyczny płacz lub śmiech
  • gonitwa myśli
  • zaburzenie koordynacji ruchów
  • majaczenie
  • halucynacje
  • napady szału

Pół łyżki użyteczności… czyli dlaczego nie warto stosować psychoaktywnych ziół

Nie lubię moralizować w ten sposób, ale sam byłem zainteresowany stworzeniem takiej maści, dopóki nie zrozumiałem, że to ryzykowne i mija się z celem. Znalazłem nawet dostawcę nasion na allegro i pewnie jeszcze pomyślę nad kupnem, choćby dlatego, że moim marzeniem jest szklarnia zielarska (kto nie chciałby samodzielnie hodować ziół rytualnych?). Chętnym podam adres www, ale najpierw przeczytajcie do końca wpis.

Maść może wydawać się użyteczna, gdy pragniemy nauczyć się OOBE lub LD. Jednak! Pamiętajmy, że zawarta w ziołach atropina skutecznie uniemożliwi spokojne projekcje. Ona pobudza, a do projekcji potrzeba wyciszenia. Do LD potrzeba nawet snu, lekkiego i barwnego. I oto pierwszy powód.

Przygotowanie maści jest bardzo trudne, jeśli chcemy pozostać bezpieczni i pewni tego, że nie doznamy krzywdy. Dlaczego? Choćby dlatego, że zawartość atropiny może być różna w każdym liściu danej rośliny z w/w. W jednym może być nadmiar, w innym niedosyt. Wszystko zależy od hodowli, warunków, kraju… A pozostałe warunki to twój wiek, masa ciała, schorzenia, alergie, podatność na atropinę… To skomplikowane, chociaż dla niektórych może być znikomą przeszkodą.

I ostatnie, ale jednak ważne. Ucząc się OOBE i LD na środkach psychoaktywnych (czy to maści czarownic sporządzonej w domu, czy narkotykach zakupionych od kogoś) nie posiądziesz tej umiejętności na stałe. Właściwie nie nauczysz się jej w ten sposób. Odbędziesz zapewne barwną podróż, będziesz miał co zapisać w swoim duchowym dzienniku, jednak… Projekcje polegają na kontroli świadomości. Brak kontroli jest drogą na skróty, nie uczeniem się. Lepiej więc męczyć się nawet kilka lat, ale umieć, niż zdobyć narkotyk i odbyć kilka podróży, drogich i ryzykownych.

Maść czarownic według Edain McCoy

Przepis zaczerpnięty z książki „Projekcja astralna dla początkujących”, wydawnictwa Studio Astropsychologii:

Latająca maść nieposiadająca właściwości psychoaktywnych Do jednej filiżanki bezzapachowego olejku* dodajcie którykolwiek lub wszystkie poniższe składniki. Następnie tuż przed próbą projekcji astralnej wetrzyjcie sobie miksturę w ciało. 1 łyżeczka ugniecionej bielicy pospolitej 1/2 łyżeczki suszonej natki pietruszki 1/4 łyżeczki ugniecionej kocimiętki właściwej 1/2 łyżeczki sproszkowanego kłącza kosaćca 1/8 łyżeczki sproszkowanego mastyksu 1 lub 2 szczypty ugniecionego lub sproszkowanego wawrzynu szlachetnego 1 szczypta sproszkowanego tymianku* 1 szczypta sproszkowanego korzenia waleriany 1 lub 2 krople olejku jaśminowego i/lub 1 lub 2 krople olejku różanego *Nie używajcie więcej tymianku, niż jest to wskazane. W przeciwnym razie może podrażnić skórę. (przyp. autorki)

Uważam, że to dobry przepis, ale nim go wypróbuję odświeżę swoją wiedzę zielarską, na temat nie chemicznych zastosowań ziół (jak w przypadku starej maści czarownic), a zastosowań magicznych! Wiedzą tą podzielę się na blogu, kontynuując temat maści czarownic, tudzież już latającej maści do OOBE  i LD.

783154f640

Refleksje końcowe od wieduna

Podsumowując cały temat maści czarownic mam dla was radę, sentencję i naukę.

Maść czarownic znana przed wiekami to czysta chemia. Nie widzę tu prawdziwej magii, jedynie naukę i zdanie się na narkotyki. Bardziej przemawia do mnie nawet przepis Edain McCoy, niż przepis średniowieczny (może nawet starszy). Prawdziwa, skuteczna i doskonała magia tkwi zarazem w prostocie i emocjach. Prosty składnik, wsparty atmosferą rytualną to potęga. Magię tworzą ceremonie, nie nauka. Więc nauka dla Was jest taka, drodzy czytelnicy: Poświęćcie swój umysł magii, nie swoją wątrobę truciznom.


* przypis wieduna: jojoba, olejek migdałowy, ylang-ylang, olejek ryżowy – mają neutralne zapachy bądź są bezzapachowe.