Po długiej przerwie wracam z przeprosinami dla Was. I krótką refleksją o równowadze, która nasunęła mi się dosłownie chwilę temu.

Równowaga to dla wielu cel w życiu, dla wielu to też nieznana wartość. Niektórzy uważają, że by była równowaga trzeba dotykać skrajności – z każdej strony szali. Mi jednak wydaje się, że równowaga to coś więcej. Równowaga, obok miłości, to słowo unikające jasnej i pełnej definicji. Można jedynie opisać równowagę. Ona powstaje wtedy, kiedy dajesz tyle, ile bierzesz i bierzesz tyle, ile dajesz. To jest tak, jakbyśmy siedzieli w kole, trzymali się za ręce i przesyłali sobie iskierkę – to taka stara, dobra harcerska zabawa polegająca na uściśnięciu dłoni. Jeśli ktoś przetrzyma iskierkę i nie pośle jej dalej, sprawi, że ruch się zatrzyma. Wziął, a nie dał z siebie. Można więc szybko zdefiniować jedną z właściwości równowagi:

Niezachowywanie równowagi powoduje różnorodne blokady. 

Czy być dobrym to odejmować sobie od ust? Nie, w żadnym wypadku. Być dobrym to nie wahać się pomóc, kiedy widzi się osobę proszącą o pomoc. Nierzadko ludzie proszą o pomoc tylko i wyłącznie spojrzeniem. Pośród tłumu idzie starsza pani, uginając się pod ciężarem siatek z zakupami. Zazwyczaj nie rozumiemy – dla nas to niewielki ciężar, jesteśmy silni i pełni witalności. Czasem starsza pani rozgląda się. Szuka kogoś, kto z własnej woli jej pomoże. Cóż, jakby nie patrzeć większość z nas, mimo że nie rozumiemy jak można mieć problem z podniesieniem tak lekkiej siatki, jest stworzona do tej sytuacji. Argument znajduje się w zdaniu poprzednim – ta siatka dla nas jest lekka. Zdaje się, że zostaliśmy zesłani niczym anioły dla tej pani. Kiedy jej pomożemy, ktoś pomoże nam, kiedy brzemię naszego życia okaże się za ciężkie. Równowaga świata zwróci nam wysiłek tak, by był współmierny z wysiłkiem, który daliśmy z siebie tej starszej pani. Grunt to przyjąć ten dar tak ufnie jak starsza osoba. Być dobrym to znaczy nie wahać się przyjąć pomocy.

Nie zawsze to, co z pozoru dobre czy z pozoru złe jest takie w istocie. Czasem ktoś, kogo uważamy za złego z definicji to osoba, żyjąca w równowadze, dobra i pomocna, nierzadko niezwykle kulturalna. Czasem ktoś, kogo uważa się za dobrego i pomocnego to żmija w ptasim gnieździe. Pozory są jedynie odbiciem tego, co zwykle myślą i przekazują inni. Pozory to lustrzane rodzeństwo naszych przekonań. Czasem warto ich posłuchać, a czasem intuicja wchodzi im w głos i należy jej posłuchać. To jest równowaga. Między rozsądkiem, a przeczuciami.

Równowaga jest wtedy, kiedy pozwalamy doktorowi leczyć nasze ciało, ale sami uzdrawiamy je własnym umysłem.

Równowaga to także doskonały sprzymierzeniec w materializowaniu pragnień.

Co wewnątrz, to na zewnątrz. 

Co pielęgnujesz wewnątrz, zadbane będzie na zewnątrz. Pielęgnując w sobie dobre uczucia – dbasz o to, by inni obdarzali Cię dobrymi uczuciami. Pielęgnując w sobie złość, zapewniasz sobie złość innych… Warto wybierać uczucia odczuwane i mamy taką moc w swoich ciałach. Naprawdę możemy wybrać między gniewem i spokojem. Między żalem, a zrozumieniem. Jesteśmy stworzeni do dokonywania wyborów. Czy jednak odczuwanie złości jest niepoprawne? Według równowagi jest całkowicie naturalne, ale już wyrażanie jej w kierunku, posyłanie jej ku komuś, kto nas rozzłościł nie jest dobrym pomysłem. Lepiej wykorzystać złość do stworzenia dobra, by zachować wewnętrzną równowagę.

Przykład:

Dzieci na podwórku porównywały swoje marzenia. Opowiadały o tym kim zostaną, opowiadały o tym, co będą robić i co będą miały. Tylko jeden chłopiec nic nie mówił, słuchając swych kolegów i koleżanek. Któreś z dzieci spojrzało na niego i spytało:

– A ty? Nie wiesz czego chcesz?

– Wiem.

– To powiedz.

Chłopiec był nieśmiały, nie wiedział od czego zacząć, żeby dzieci się nie śmiały. Spuścił głowę i nerwowo poskubał brzeg koszulki.

– Pewnie nie masz marzeń!

To nie była prawda. W chłopcu narodził się gniew. Miał marzenia! Miał je, tak samo jak inne dzieci. Ale nie potrafił o nich tak po prostu opowiadać. Wymyślił, że stworzy książkę marzeń. Długo pracował nad nakreśleniem swoich marzeń. Rysował, opisywał je, szukał coraz nowszego sposobu na przedstawienie ich. Stworzył księgę marzeń, która była jego wiernym towarzyszem. I jednocześnie dowodem na jego determinację, by osiągnąć te marzenia, w których istnienie wątpiły dzieci. Księga Marzeń była skończona, cudowna. Była jego oazą spokoju, zabezpieczeniem przed zbłądzeniem. Chłopiec był już starszy, kiedy ktoś omyłkowo zniszczył książkę. Chłopiec rozzłościł się, gdy z jego marzeń został popiół. Czuł, że to naprawdę złe. Jednak zatrzymał się w gniewie. Kiedyś ten gniew popchnął go ku stworzeniu książki marzeń. Teraz już nie mógł stworzyć drugiej takiej samej. Postanowił, że od teraz dowodem na istnienie jego marzeń będzie jego życie. Czuł, że zniszczenie książki było darem losu, znakiem by odważył się realizować to, co nakreślił w książce. Gniew przerodził się po raz kolejny w twórczą emocję i determinację.

Pozostawiam Wam temat równowagi do refleksji osobistej. Do zobaczenia.

Reklamy